ROZWIĄZANIA, WERDYKT 29. KONKURSU O LAUR STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW

WERDYKT 29. KONKURSU O LAUR STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW

CZYLI ZŁOTY SYFON

Jury w składzie

Sławomir Kuźnicki,

Jakub Sęczyk,

Ewa Włodarska

po zapoznaniu ze 153 zestawami zdecydowało o przyznaniu trzech równorzędnych pierwszych nagród autorom prac oznaczonych godłami:

  1. „PANDA” – za którym ukrywał się Miłosz Broniszewski,
  2. „Jaromir” – za którym ukrywała się Marzena Lewandowska z Bydgoszczy,
  3. „Reklamowanie wierszy” – za którym ukrywał się Stanisław Pawełek z Żyrardowa.

Jury podjęło także decyzję o przyznawaniu trzech równorzędnych wyróżnień:

  1. „BALBUENA” – za którym ukrywała się Agnieszka August-Zarębska z Wrocławia,
  2. „PORASTAĆ” – za którym ukrywał się Łukasz Barys z Pabianic,
  3. „Chów klatkowy” – za którym ukrywała się Wioletta Ciesielska-Rudnicka z Żółkiewki.

Laureaci tegorocznej edycji zaproszeni zostaną do prac jury w roku następnym. 

ROZWIĄZANIA

            Nie wiem, czy Organizatorzy festiwalu literackiego w Brzegu, nadając mu tytuł „Konfrontacji”, przypuszczali, że będzie miał on charakter tytułu wykonawczego, którego coroczna realizacja poddawać będzie w wątpliwość dotychczasowe osie podziału.

            Mam na myśli przede wszystkim wpisany w formułę tutejszego konkursu poetyckiego mechanizm destabilizujący ustalone pola literackie: centra wydawnicze, obozy krytycznoliterackie czy grona eksperckie. Na mapie polskich nagród literackich, zarówno tych skierowanych do autorów debiutujących jak i zawodowców, bez trudu odnaleźć można, jeżeli nie te same nazwiska jurorów, to zbieżne orientacje krytyczne, albo chociaż dominujące tendencje wśród tekstów nagradzanych. Wobec konieczności podziału wpisanego w ten system wyróżnić można kilka strategii.

            Najpowszechniejszą, występującą niezależnie od rangi nagrody, jest chyba zachowawczość, czyli wybór grona oceniającego w sposób przewidywalny, zgodny z intencją danego środowiska. Układ taki umożliwia w miarę równą dystrybucję uwagi (wyrażanej w symbolicznych gratyfikacjach finansowych dla autorów), często pokrywającej się z obiegiem regionalnym (w myśl tej zasady ustanawia się na przykład specjalne kategorie lokalne dla twórców związanych z danym miejscem) i względną autonomię wobec innych ośrodków opiniotwórczych.

            Drugą, której popularność znacząco dzisiaj rośnie, jest powoływanie gremiów jurorskich złożonych z aktywnych uczestników centrum życia literackiego, czy to krytyków, czy poetów. Trzecią, najbardziej uznaną, co do której występuje powszechna zgoda, ale z tegoż samego powodu również najczęściej kontestowaną, jest strategia ekspercka (wieńcząca porządek akademicko-instytucjonalny), tylko pozornie do wcześniej wymienionej podobna.

            W powyższej charakterystyce celowo nie podaję przykładów, celem moim nie jest podsumowanie funkcjonowania rynku nagród literackich w Polsce. Pozwalam sobie na ten krótki opis, żeby umieścić na jego tle dość specyficzną sytuację tutejszego festiwalu, „Konfrontacji literackich”. Jest to też poniekąd próba wytłumaczenia się z tegorocznego wyboru laureatów (w myśl zasady, że autorzy powinni wiedzieć przez kogo, z jakich powodów i za co zostali nagrodzeni).

            Przypomnijmy: w Brzegu rokrocznie o przyznaniu Złotych Syfonów i podziale gratyfikacji finansowych decydują laureaci poprzednich edycji. Teoretycznie przynajmniej wyłonieni w ten sposób jurorzy mogą przyjąć każdą z zasygnalizowanych wyżej strategii, poróżnić się, jednogłośnie zgodzić, a nawet spróbować unieważnić podstawową dla systemu olimpijskiego ideę podium i ogonka. Ponad tymi potencjalnymi znaczeniami możliwych werdyktów wydaje się dominować jednak ciągły ruch unieważniający wcześniejsze podziały. Trzeba podkreślić, że jest to stworzenie szansy na egalitarny projekt daleko wykraczający poza lokalny ośrodek. Ze wszystkimi konsekwencjami.

            Na konkurs wpłynęły 153 zestawy, ilość jak na ogólnopolskie standardy ani duża, ani mała, taka jednak, która pozwala już mówić o tendencjach dominujących wśród piszących nieprofesjonalistów (używam tego określenia w kontraście do scentralizowanego rynku wydawniczego). Można powiedzieć krótko: zaskoczeń nie ma. Największy zbiór tekstów opisuje kategoria miłosnych wyznań, obok, w podobnej ilości, odnaleźć można próby poezji religijnej, patriotycznej i, znak czasów, „pandemicznej”. Nie chciałbym być źle zrozumiany, nie twierdzę, że nie da się napisać dobrego wiersza miłosnego, religijnego czy patriotycznego. Podstawowym zarzutem, który można postawić nadesłanym tekstom jest ignorowanie formy poetyckiej – tego w jaki sposób się mówi – kosztem tego – o czym się mówi. Wybierając teksty kierowałem się przede wszystkim ich samowystarczalnością, zwracałem uwagę na takie, które skupiają się także na warunkach mówienia, proponują nowe sytuacje komunikacyjne i celowe rozwiązania formalne. Wybrałem zestawy, które zgodnie z moją oceną, prezentują gotowe dykcje poetyckie. Autorzy ci świadomi są przemian, które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w poezji polskiej zaszły. W odróżnieniu od większości nadesłanych wierszy, ich utwory nie są mniej lub bardziej udanymi stylizacjami, ale propozycjami „genetycznie” świadomymi.

            Kiedy zaczynaliśmy obrady, nie zakładałem, że nasze oceny i wnioski z lektury będą tak różne, odmienne do tego stopnia, że kiedy wskazaliśmy najlepsze według nas dziesięć zestawów, dyskutować musieliśmy już o niemal trzydziestu. Okazało się, że w naszym wypadku zaproszenie do egalitarnego systemu dystrybucji nagród poetyckich (w jakimś stopniu) rozbiło się o próbę promowania partykularyzmów, z którym potencjalnie mogło walczyć. W sytuacji braku wspólnych kryteriów oceny, ich uzgadnianie podczas obrad okazać musiałoby się uznaniem jednego głosu, kosztem wygaszenia drugiego. Był to powód, dla którego zgodziliśmy się na przyznanie trzech równorzędnych nagród.

            Propozycji zniesienia podziału na poszczególne miejsca podium, którą przedstawiłem Ewie i Sławkowi, towarzyszyła motywacja niezwiązana w żaden sposób z późniejszym krytycznym impasem. Chciałbym, aby decyzja ta świadczyła o możliwości prostego odejścia od dotychczasowego systemu, „w którym zwycięzca bierze wszystko, a przegrany odchodzi z niczym” – jak w kontekście gestu Janka Rojewskiego, mówił o festiwalu Silesius Maciej Bobula. Chciałbym, aby ta decyzja pozwoliła rozważyć zupełne odejście od myślenia w kategoriach „wygrany” i „przegrany” w instytucjach życia literackiego i skompromitowała nierówności podium o olimpijskiej, sportowej ale i kapitalistycznej proweniencji. Zaznaczam jednocześnie, że zarówno gest nominowanych do nagrody poetyckiej Silesius w 2019 roku (Bobula, Domagalski, Rojewski) jak i ten werdykt, traktuję jedynie jako konieczne kompromisy, zapowiedzi zmiany.

            Skoro oświadczenie mam już za sobą, przejdę do wskazania wybranych zestawów i ich autorów.       

            Jedno z trzech równorzędnych miejsc pierwszych przyznaję Stanisławowi Pawełkowi (godło „Reklamowanie wierszy”) za wyważoną, spójną i pojemną jak „torba z Ikei”, gotową dykcję poetycką, która z powodzeniem może brać się za „dźwiganie błękitu”.

            Jedno z trzech równorzędnych wyróżnień przyznaję Łukaszowi Barysowi (godło „PORASTAĆ”) za umiejętne przekształcanie rejestrów potocznych w poetyckie komunikaty, raport z „tych wszystkich lisich lat/ spędzonych w klatce” i poszukiwanie prawa mimo braku „języka,/ żeby napoić rzekę”, braku „nawet słowa/ na drzewo burzą przecięte”.